| < Styczeń 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Kategorie: Wszystkie | Cena | Dystrybucja | Produkt | Promocja | Teoria | a co Kotler mi zabroni? | różne oblicza marketingu
RSS

różne oblicza marketingu

czwartek, 04 września 2014

Dlaczego kobiety bez przerwy przepraszają? To pytanie zadała marka środków do pielęgnacji włosów Pantene w spocie Not Sorry. Kwestia przyczyny pozostała otwarta, natomiast ukazano szereg sytuacji wprost z życia zawodowego i osobistego grupy docelowej, w których kobiety rzeczywiście przepraszają, a na zdrowy rozsądek nie powinno być im przykro.
„Nie przepraszaj, bądź silna i błyszcz” – po tym haśle w połowie spotu przedstawiono te same sceny i bohaterów, ale tym razem kobiety są asertywne i ani nie myślą ubolewać z nie swojej winy. Reklama idealnie łączy wartości marki z przekazem społecznym, bo „silne i błyszczące” powinny być zarówno włosy, jak i kobiety.

Marketing produktów przeznaczonych dla kobiet pływa po głębokim morzu kompleksów i arbitralnych kanonów urody statkiem o nazwie „postaraj się bardziej”. Za chuda, za gruba, za wysoka, za niska, zbyt męska, zbyt okrągła – oceniają się w efekcie odbiorczynie reklam w tracie kręcenia prostych włosów lub prostowania loków.
Inny szlak wybrano dla marki Dove, która buduje przywiązanie konsumentów nie w oparciu o kompleksy, ale samoakceptację. „Dove Real Beauty Sketches” jest jednym z najgłośniejszych zrealizowanych dla niej projektów. Do jego realizacji zaproszono zwykłe kobiety i policyjnych rysowników portretów pamięciowych, którzy wykonywali kolejno dwa szkice – pierwszy na podstawie samoopisu kobiety, drugi – osoby, która czekała z nią w poczekalni. W rezultacie kobieta prezentuje się na pierwszym szkicu zdecydowanie gorzej niż na drugim, bo charakteryzując swój wygląd skupiała się na niedoskonałościach.
Akcja ma uzmysłowić kobietom, że są piękniejsze niż im się wydaje, a przy okazji skojarzyć ten przyjemny moment z gołębim logiem.

Przejmująca, czy już traumatyczna? Piękny CSR, czy wyłącznie cyniczny marketing? Animacja promująca aplikację amerykańskiej sieci fast food Chipotle wzbudziła kontrowersje i sprowokowała do zadania pytań. Jedno jest pewne – takich problemów można szczerze życzyć każdemu z tej branży.
Bohaterem animowanego spotu jest strach na wróble, który zamieszkuje świat zdominowany przez dużego i zmechanizowanego producenta mięsa stosującego pełen wachlarz najgorszych praktyk. Wstrzykuje hormony, hoduje zwierzęta stłoczone na ekstremalnie małej powierzchni, dodaje chemię do pasz etc. Tego dnia narastający w nim sprzeciw zapoczątkowuje jego samotną walkę o zdrowszą i bardziej etyczną żywność – zakłada własną farmę, a zebrane plony sprzedaje w formie dań meksykańskich na ulicznym standzie.
Publikując spot „The Scarecrow” (Strach na wróble) koncern zajął twarde stanowisko w sprawie przemysłowej hodowli zwierząt – powszechnego elementu łańcucha dostaw największych sieci fast food. Miał do tego pełne prawo - firma szczyci się tym, że mięso pozyskiwane jest z tradycyjnych hodowli, na których nie stosuje się antybiotyków, a zwierzęta mogą korzystać z wolnego wybiegu. Jej prezes podpisał natomiast deklarację, w której zobowiązał się do wyeliminowania roślin genetycznie zmodyfikowanych w całym łańcuchu dostaw.

Czy reklama biżuterii ślubnej, w której bohaterką jest rozwódka z dzieckiem ponownie wychodząca za mąż jest czymś rewolucyjnym? Owszem, o ile emitowana jest w Indiach, kraju w którym kobieta może się za to spotkać ze stygmatyzacją i wykluczeniem.
Spot biżuterii firmy Tanishq ukazuje moment przygotowania się panny młodej do ceremonii zaślubin. Starannie ozdabia się tradycyjną ślubną biżuterią, nawiązuje kontakt z córką z poprzedniego małżeństwa, która zostaje wzięta na rękę przez wybranka w symbolicznym geście akceptacji. W ostatniej scenie spotu dziewczynka pyta ojczyma, czy już teraz będzie mogła mówić do niego „tato”. W odpowiedzi mężczyzna składa na jej czole czuły pocałunek.
Na pozór zwyczajna reklama stanowi tak naprawdę swoisty społeczny lodołamacz co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, nigdy wcześniej nie poruszano w indyjskich mediach tematyki ponownego zamążpójścia kobiet w pozytywnym tonie. Po drugie, aktorka grająca główną rolę jest śniada, podczas gdy obowiązującym kanonem piękna i osobistą fiksacją milionów Hindusek jest blady, „europejski” odcień skóry.

Prawie 47 mln wyświetleń na samym tylko YouTube może robić wrażenie. Tyle razy obejrzano reklamę znanej marki podpasek Always. To astronomiczna liczba o ile byłby to spot produktowy, całkiem jednak zrozumiała dla każdego, kto obejrzał „Like a girl”. Oparto go na mocnym, społecznym insighcie: to wraz z wychowaniem, doświadczeniami i kulturą chłoniemy zupełnie bezsensowne przekonania dotyczące płci.
Dorosłe kobiety i dorośli mężczyźni mający „biec jak dziewczyna”, robią to z szyderczym uśmiechem na ustach, w pełni się wczuwając w rolę infantylnej „kobietki”. Gdy dokumentalistka prosi o to samo dziewczynki w wieku szkolnym, te o dziwo … po prostu biegną. Pyta je, co to znaczy w zasadzie „biec jak dziewczyna”? – Tak szybko jak się da – pada odpowiedź.
To jest to – społeczna reklama komercyjnej marki na 5+. Dotyka problemu bliskiego konsumentkom, wpisuje się w świat marki i zawiera jedynie jej symboliczne lokowanie w formie planszy końcowej.

sobota, 30 sierpnia 2014



Zara wprowadziła do sprzedaży pasiastą piżamę dla dzieci, którą poirytowani internauci porównywali z ubraniami więźniów z obozu koncentracyjnego. Zara musiała przepraszać i tłumaczyć, że wzór jest inspirowany ubraniem szeryfa z klasycznych westernów.
Piżama miała biało-granatowe cienkie paski i sześcioramienną żółtą gwiazdę z prawie niewidocznym napisem "Sheriff" na piersi. Przeznaczona była dla dzieci w wieku od 3 miesięcy do 3 lat. Kupić ją było można w sklepach Zary m.in. w Wielkiej Brytanii, Danii, Anglii, Albanii i Izraelu.
Tak jak w podobnych przypadkach cały raban zaczął się od internautów, którzy zażądali wycofania piżamy ze sprzedaży po tym, jak izraelski dziennikarz Dimi Rider porównał ubranie do munduru więziennego żydów z czasów Holocaustu.

Firma zaliczyła w 2007 roku wpadkę, wprowadzając do swoich sklepów torebkę ze swastyką. Faszystowski symbol spostrzegł jeden z brytyjskich klientów sieciówki. Mówił później dla BBC, że zauważył swastykę dopiero w domu i od razu oddał torbę do sklepu ku zaskoczeniu ekspedientów.
Zara tłumaczyła, że torba pochodzi od zewnętrznego dostawcy i nikt z firmy nie zauważył wcześniej zielonej swastyki. Feralny model torby został od razu wycofany ze sklepów.
Dodajmy, że Zara jest flagową marką hiszpańskiej Grupy Inditex. Obecnie Inditex jest rozwijającą się firmą odzieżową, która posiada ponad 2700 sklepów w 60 krajach świata. Jej założycielem jest Amancio Ortega, najbogatszy Hiszpan i zarazem jeden z najbogatszych ludzi na świecie według amerykańskiego miesięcznika "Forbes". Jego majątek jest wyceniany na 18,3 mld. dol.

Adidas również nie uniknął wizerunkowej wpadki. W 2012 roku firma postanowiła stworzyć model butów z łańcuchem i kajdanami, które w zamyśle miały być ozdobą kostek.
Jednak krytycy i organizacje antyrasistowskie określiły model butów jako groźną i jawną ignorancję oraz porównali je do łańcuchów, jakie nosili w XIX wieku amerykańscy, czarni niewolnicy.
Firma była zmuszona wycofać się z planów wprowadzenia modelu na rynek oraz tłumaczyła, że buty to nic więcej jak odważne spojrzenie projektanta Jeremy'iego Scotta na modę i nie mają nic wspólnego z czarnymi niewolnikami.
Adidas oczywiście również przeprosił "wszystkich, których mogły urazić plany firmy", jak napisało w oświadczeniu biuro prasowe.

Na początku tego roku Brazylia wezwała Adidasa, jednego z głównych sponsorów piłkarskich mistrzostw świata, do wycofania ze sprzedaży promujących imprezę koszulek z seksistowskimi odwołaniami. Prezydent kraju Dilma Rousseff oświadczyła wtedy, że Brazylia będzie walczyć z seksturystyką, która towarzyszy zwykle dużym imprezom sportowym.
O co chodziło? O dwie koszulki. Jedna z nich nawiązywała do popularnego hasła "I love NY", gdzie słowo "love" było w kształcie czerwonego serca. Adidas zaś umieścił w swojej kolekcji koszulkę z napisem "I love Brazil", gdzie w miejscu serca pojawił się symbol, który zdaniem Brazylijczyków może przywodzić na myśl damskie pośladki w stringach.
Na drugiej koszulce, która również spotkała się ze sprzeciwem władz Brazylii, umieszczono wizerunek młodej kobiety w bikini trzymającej w ręce piłkę. Projekt wykorzystywał slogan "Lookin' to score", który mógł być potraktowany jako prostacka gra słowna. W języku angielskim te słowa możemy tłumaczyć bowiem zarówno jako oczekiwanie na strzelenie gola przez piłkarzy, jak i chęć odbycia stosunku seksualnego. W języku polskim odpowiednikiem tego wyrażenia byłyby słowa "chciałbym zaliczyć".
Adidas i tym razem wycofał się z kontrowersyjnych pomysłów i przeprosił Brazylijczyków.

Rok temu, we wrześniu firma odzieżowa C&A również przeżyła ciężkie chwile w związku z najnowszą kolekcją koszulek z podobizną symbolu komunistycznej rewolty na Kubie - Che Guevarą.
Ok. 1,5 tysiąca internautów zarzuciło sieci, że promuje na koszulkach "komunistycznego mordercę". Zasypali stronę firmy niepochlebnymi komentarzami oraz wydzwaniali na infolinię z obelgami. I w ciągu doby wymusili na C&A wycofanie koszulek ze sprzedaży.
- W sklepie pojawiły się koszulki z twarzą komunistycznego zbrodniarza Che Guevary. Domagamy się ich wycofania oraz oficjalnych przeprosin za propagowanie zbrodniczego systemu. Mamy nadzieję, że jutro, gdy firma uruchomi infolinię, wytłumaczycie jej, co wszyscy na ten temat sądzimy - zachęcał do bojkotu firmy prawicowy funpage na FB "Wielka Polska - walcz z komuną".
Firma przeprosiła i w przeciągu kilku godzin od rozpoczęcia bojkotu wydała komunikat: "Kolekcja z wizerunkiem Che Guevary zostanie jutro usunięta z oferty asortymentu naszych sklepów".

Szwedzka firma odzieżowa H&M również wpadła w tarapaty w marcu tego roku, wprowadzając do sprzedaży koszulki z ludzką czaszką na tle gwiazdy Dawida.
Oburzeni klienci, uznali, że nadruk na koszulce po pierwsze nawiązuje do hitlerowskich obozów śmierci, po drugie jest jawnie antysemicki.
Jako pierwszy napisał o całej sprawie amerykański bloger Elder of Ziyon, który otrzymał zdjęcie feralnej koszulki od swojej czytelniczki. Kobieta natrafiła na nią za niecałe 8 funtów w sklepie w Birmingham w Wielkiej Brytanii. Mimo że klientka zwróciła managerowi sklepu uwagę na obraźliwy nadruk, ten nie zareagował. - Trzeba uczciwie przyznać, że obrazek jest bardzo obraźliwy i obłudne wydaje się myślenie, że jedna z głównych zachodnich marek pozostanie ślepa na ten fakt - napisał bloger.
H&M nie pozostał jednak ślepy i sieciówka od razu przeprosiła. - Rozumiemy krytykę i zdecydowaliśmy się natychmiast wycofać koszulki ze sprzedaży ze wszystkich naszych sklepów - oświadczył wtedy rzecznik firmy.

Szwedzki producent ubrań musiał także w 2013 roku wycofać ze swoich sklepów pióropusze. Jak pisał jeden z portali internetowych boska.pl: "Firma zbyt dosłownie zaczerpnęła inspirację z kultury indiańskiej".
Projektanci H&M nie wiedzieli, że w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie z piórami trzeba obchodzić się bardzo ostrożnie.
Jedna z klientek sklepu H&M, z pochodzenia Indianka, była oburzona wykorzystaniem indiańskiej kultury w sposób komercyjny. W proteście napisała do firmy list w którym tłumaczyła, że pióropusze są symbolem szacunku i przywództwa u rdzennych Amerykanów.
Firma H&M przeprosiła i wycofała wszystkie pióropusze ze swoich sklepów.

Firma Nike również mogła popaść w niemałe kłopoty i stracić na swoim wizerunku, gdyby nie zareagowała w porę.
W swojej kolekcji popularny producent odzieży miał T-shirt z nadrukiem "Boston Massacre", który został stworzony specjalnie dla fanów New York Yankees, których ulubiona baseballowa drużyna często mierzy się z Boston Red Sox. Ta, jak mówią Amerykanie, "największa sportowa rywalizacja świata" trwa już ponad sto lat. Oba zespoły mierzyły się już przeszło 2 tysiące razy, a ich fani, mówiąc delikatnie, za sobą nie przepadają.
Nike postanowiła jednak wycofać koszulki ze sprzedaży po tragicznych wydarzeniach w Bostonie z 2013 roku, kiedy to podczas maratonu na mecie w wyniku wybuchu podłożonych bomb zginęły trzy osoby.
Znana marka zareagowała błyskawicznie i w porę wycofała koszulkę z nadrukiem "Masakra w Bostonie". Wcześniej jednak, Nike nie miała takiej wrażliwości...

Firma w 2012 roku miało upamiętnić specjalnym modelem tenisówek Dzień Św. Patryka - jedno z najważniejszych świąt w Irlandii. Nike upamiętnienie jednak nie wyszło.
Nowy model butów nazwano "Black and Tan", co w Irlandii, delikatnie mówiąc, nie kojarzy się najlepiej. "Black and Tans", czyli Czarno-Brunatni była to quasi-zbrojna formacja walcząca po stronie Wielkiej Brytanii w czasie irlandzkiej wojny o niepodległość. Organizacja ze wszech miar znienawidzona przez Irlandczyków wsławiła się między innymi atakami na cywili podczas Krwawej Niedzieli w 1920 r.
Nike uderzyła więc nazwą butów w czuły punkt każdego irlandzkiego patrioty. Nic nie dały tłumaczenia firmy o pochodzeniu nazwy - "Black and Tans" miały odnosić się tylko i wyłącznie do kolorystyki obuwia.
Firma po protestach zrezygnowała z modelu.

Swoją wpadkę z nazwą butów swojego czasu przeżywała również brytyjska firma Umbro. Marka znana ze swojego sprzętu sportowego postanowiła nazwać jeden z modeli butów Cyklon.
Nazwa wywołała oburzenie wśród środowisk syjonistycznych, które wystosowały apel do przedstawicieli Umbro o wycofanie modelu ze sprzedaży. Tłumaczyli, że pierwsze skojarzenie, jakie się nasuwa to Cyklon B - śmiercionośny gaz, jaki używano w obozach zagłady do masowych mordów.
Jak w wielu takich przypadkach firma przeprosiła wszystkich, którzy mogli poczuć się dotknięci całą sprawą i niefortunną nazwę zmieniła.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44